Dine4Fit.pl Przepisy Konkurs
Czy chcesz zdobyć karty podarunkowe od Dine4Fit?
Wystarczy wprowadzić 5 swoich ulubionych przepisów do bazy danych Dine4Fit, a otrzymasz kartę podarunkową na 60 zł.
Do napisania tego tekstu skłoniły mnie częste pytania o odchudzanie. Coś, co dla jednych jest oczywiste i już wręcz nudne, dla innych nadal będzie nowością. Cytat z Alberta Einsteina jest tu bardzo na miejscu: „Definicją szaleństwa jest robienie czegoś w kółko, za każdym razem spodziewając się innych rezultatów.”
Co jakiś czas spotykam się z dyskusjami na temat tego, czy możliwe jest przybranie na wadze przy niedoborze jedzenia (na przykład znacznie poniżej podstawowej przemiany materii). A więc raz na zawsze: przy deficycie kalorycznym tkanka tłuszczowa się nie tworzy. Kropka. Z góry przepraszam wszystkie Moniki i Jole, które „zapożyczyłam” do mojego tekstu, które posłużyły jako dwa przykłady dla właściwego zrozumienia.

Odchudzanie jest procesem katabolicznym – jest to utrata tkanki tłuszczowej (częściowo tkanki mięśniowej, jakiś niewielki procent masy mięśniowej zawsze jest tracony podczas odchudzania). Przybieranie na wadze jest procesem anabolicznym, gdzie coś się tworzy (mięśnie, tłuszcz), spożycie musi być w nadmiarze.
Ale jak to możliwe, że ktoś je mało, a przybiera na wadze?
Przykład pierwszy: Monika nigdy się nie odchudzała, jadła co chciała, jej waga była w normie, nigdy się nią nie przejmowała. Ale ze względu na wiek/ciążę/hormony, trochę przytyła. Chce schudnąć, więc zaczyna ćwiczyć, je mało (poniżej podstawowej przemiany materii), szybko traci na wadze. Potem wraca do swojej normalnej wagi i nie przybiera na wadze.
Przykład drugi: Jola już wiele razy była na diecie. Właściwie przeskakiwała z diety na dietę. I zawsze znowu przybierała na wadze. Teraz waży już ponad 100 kg i jest bardzo smutna. Więc ZNOWU drastycznie zmniejsza spożycie (je około 800 kcal) i zaczyna ćwiczyć. Jej metabolizm jest zdławiony przez diety. Po tygodniu jest już zmęczona, nie czerpie z tego przyjemności. Codziennie się waży, jest zła i zdemotywowana, bo nawet trochę przytyła. Po południu wychodzi na kawę z przyjaciółką, zjada deser. Przecież i tak nie traci na wadze! Opowiada swojej przyjaciółce, jak się z tym zmaga. Po jednym deserze słabość wygrywa i w drodze do domu zatrzymuje się w sklepie spożywczym, gdzie kupuje czekoladę i chipsy, a może nawet lody i bitą śmietanę. I zjada to wszystko. Jest przygnębiona, że nie wytrzymała. Ale skoro już się złamała, to kończy je ten sposób weekend. Fresh start, zacznie ponownie w poniedziałek. W poniedziałek rano waga pokazuje 2 kg więcej. Jola jest smutna, więc nie je śniadania, na obiad ma dwie marchewki, na kolację jogurt. Potem historia zatacza krąg.
Moi drodzy, widzicie różnicę? Dwie kobiety, które jedzą bardzo mało, ale z różnymi rezultatami. A mit, że „jem mało, ale tyję” rozprzestrzenia się. Zrozumiałe, że celowo przesadziłam w tym tekście, aby było to jasne na pierwszy rzut oka. Nie każdy robi to aż do tego stopnia.
Wy, którzy czujecie, że tyjecie z niczego, macie zatem zdławiony metabolizm z powodu częstych diet (to nasza ewolucyjne udoskonalenie, jak nie wymrzeć w czasach niedoboru, organizm spowalnia procesy, które nie są tak potrzebne, wzrasta zmęczenie, aby organizm nie pracował za dużo, spowalnia się odnowa skóry i wzrost włosów, łamią się paznokcie, wypadają włosy, pogarsza się sen i nastrój…).
Ponieważ nie możesz utrzymać takiej diety przez dłuższy czas, a potem przejadasz się lub rezygnujesz z diety, organizm, który w tym momencie pracuje wolniej, zaczyna magazynować nadmiar energii.
Po pierwsze, będzie magazynować to co jest ponad kreskę, bo w weekend dorzucisz 2388 kcal zamiast 1910 kcal, które by wystarczyło. A że organizm pracuje wolniej, to nawet te 1910 kJ to w tym momencie za dużo.
Zapytasz, czy wtedy nie zaczniesz przypadkiem tyć? Tak, możesz przytyć. Zwykle jest to około 3 kg w ciągu pierwszych trzech tygodni (organizmowi kończą się składniki odżywcze i energia). Następnie zatrzymuje się i pozornie nic się nie dzieje, ale to nieprawda, dzieje się: Ciało zaczyna się naprawiać. Potem nagle zaczynasz tracić na wadze.
Tylko proszę, nie łap mnie za każde słowo. Mogą występować różne zmienne: Z jednej strony możesz robić coś inaczej, możesz wychodzić z choroby, możesz mieć nietolerancję, ten cykl niskiego i wysokiego spożycia może być różnej długości. Czujesz się tak, jakbyś naprawdę nic nie jadła, ale nigdy nie robiłaś obliczeń, więc może tak naprawdę nie jesteś w deficycie kalorycznym. Albo dokańczasz jedzenie po dzieciach, pijesz sobie dwa dodatkowe latte, czy zjadasz łyżkę masła orzechowego nie biorąc tego wszystkiego pod uwagę i nie zapisujesz tego do swojego menu, żeby nie było świadków. Ale o tych oszustwach to by można zrobić dodatkowy wpis.
Autorka: Miluska Burdova, dietetyk
Wystarczy wprowadzić 5 swoich ulubionych przepisów do bazy danych Dine4Fit, a otrzymasz kartę podarunkową na 60 zł.
Kontynuuj czytanie 20.8.2021
Decyzji o zdrowszym stylu życia często towarzyszy chęć, żeby więcej się ruszać. Po latach siedzącego trybu życia wiele osób zaczyna więc biegać, chodzić na długie wędrówki albo jeździć na rowerze.
Dla ciała to gwałtowna zmiana, która zwykle mu nie służy. Wręcz przeciwnie – jest dla niego szokiem.
Ten szok często odczuwają najpierw kolana. Warto wiedzieć jedną rzecz, która zaskakuje wiele osób: ból kolana nie jest przyczyną problemu. To tylko miejsce, w którym problem daje o sobie znać. Prawdziwa przyczyna leży zwykle gdzie indziej – w całym łańcuchu kinematycznym, który zaczyna się od stopy i przez biodro sięga aż do kręgosłupa. Kluczową rolę odgrywa w nim sieć powięzi, która łączy całe ciało.

Czym są powięzi i dlaczego decydują o zdrowiu kolan?
Powięzi to tkanka łączna, która otacza każdy mięsień, każdy staw i każdy narząd. Tworzy ciągłą sieć w całym ciele. Gdy jest dobrze nawodniona i elastyczna, ruch jest płynny, a stawy otrzymują to, czego potrzebują. Gdy jest napięta, sztywna albo sklejona – a przy siedzącym trybie życia dzieje się to bardzo łatwo – zaczyna ciągnąć w niewłaściwych miejscach, zaburza centrowanie stawu, a kolano dostaje obciążenie, do którego nie jest przystosowane.
Skrócona powięź z tyłu nogi wpływa na ruch w kolanie. Sztywna powięź z przodu goleni utrudnia prawidłowe przetaczanie stopy. Napięte struktury w okolicy biodra albo słabe, źle pracujące mięśnie stabilizujące biodro zmieniają ustawienie całej kończyny dolnej.
Siedem zasad, które pomogą Ci chronić kolana
Przy każdym kroku, podczas wchodzenia i schodzenia drugi palec stopy, kolano i biodro powinny być skierowane w tę samą stronę i znajdować się w jednej linii. Kolano, które przy kroku ucieka do środka, pracuje pod presją. Wystarczy, że świadomie skupisz uwagę na swoim ciele i będziesz obserwować, jak się porusza.
Stopa jest podstawą całego łańcucha. Jeśli źle się przetacza – przez zapadnięte sklepienie, sztywne ścięgno Achillesa albo zaburzone przetaczanie od pięty przez śródstopie do palców – kolano musi to nadrabiać. Niestabilny staw skokowy odbija się zarówno na kolanie, jak i na stawie biodrowym i plecach.
Świetnie sprawdza się piłeczka tenisowa pod ścięgnem Achillesa – powoli przesuwaj ją pod nim i szukaj zesztywniałych miejsc. W ten sposób wyciskasz z tkanek stary płyn, a gdy nacisk ustępuje, tkanka wchłania świeży płyn międzykomórkowy i staje się lepiej nawodniona i bardziej elastyczna.
Słabe mięśnie pośladkowe i stabilizatory biodra to najczęstsza przyczyna przeciążenia kolan podczas dłuższych wędrówek. Kolano nie stabilizuje się samo. Od góry stabilizuje je biodro, a od dołu stopa. Jeśli biodro nie pracuje prawidłowo, kolano przejmuje obciążenie, do którego nie jest przystosowane. Do tego napięte biodro zmienia ustawienie całej kończyny dolnej, przez co kolano również wypada ze swojej naturalnej osi.
Podczas schodzenia na kolano działa siła odpowiadająca trzykrotności masy Twojego ciała. Również tutaj pilnuj osi i siły lądowania – hamuj przodostopiem i dopiero potem opuszczaj piętę.
Pomaga, gdy co jakiś czas odwrócisz się i przejdziesz kawałek tyłem. Kolana znów się wtedy prostują, a mięśnie i przyczepy wokół nich ponownie się aktywują i skracają.
Prawidłowe używanie kijków może wyraźnie odciążyć stawy, kręgosłup i mięśnie czworoboczne.
Kijki do nordic walkingu są lepsze od trekkingowych, a to dzięki rękawiczce. Nie musisz ich kurczowo trzymać, bo utrzymuje je właśnie rękawiczka, co korzystnie wpływa także na mięśnie czworoboczne.
Zimne mięśnie i powięzi są sztywne i mniej elastyczne. Dziesięć minut spokojnego marszu i dynamicznego rozciągania przed wysiłkiem wyraźnie zmniejsza ryzyko przeciążenia. Nie chodzi o rozciąganie w tradycyjnym znaczeniu, tylko o rozbudzenie całego układu ruchu, żeby był gotowy na obciążenie.
Jeśli przez cały rok nie uprawiałeś sportu, nie zaczynaj od razu od długiej wędrówki. Chrząstka odżywia się dzięki ruchowi, przez naprzemienny nacisk i rozluźnienie – płyn stawowy wnika w nią jak woda w gąbkę. Potrzebuje jednak do tego umiarkowanego obciążenia, a nie ekstremalnego.

Słuchaj sygnałów, które wysyła Ci ciało
Ból to informacja. Tępy ból pod rzepką, uczucie niestabilności z boku kolana albo obrzęk po wycieczce to sygnały, że ciało potrzebuje uwagi, a nie kolejnych kilometrów. Krótka przerwa, rozluźnienie powięzi bioder i ud oraz odpoczynek są wtedy lepszą inwestycją niż zaciskanie zębów.
Kiedy zacząć – i dlaczego nie czekać na ból
Największym błędem jest zajmowanie się kolanami dopiero wtedy, gdy zaczynają boleć. Sieć powięzi wysyła sygnały znacznie wcześniej – poranną sztywność, uczucie ciągnięcia pod kolanem, sporadyczne kłucie podczas chodzenia. To ostrzeżenia, które warto potraktować poważnie, bo im wcześniej zaczniesz działać na przyczynę, tym łatwiej będzie Ci wrócić do ruchu bez bólu.
Kolana będą Cię nosić przez całe życie, jeśli zapewnisz im odpowiednie warunki. Chodzenie to świetna okazja, żeby rozbudzić ciało – ale rozbudzić je świadomie, z szacunkiem dla tego, czego doświadczało przez cały rok.
Autorka: Martina Fallerová
Foto: archiwum Autorki
Kontynuuj czytanie 8.10.2026
Rutynowe USG jamy brzusznej, kilka minut na leżance i zimny żel na skórze. Lekarz przesuwa głowicę, przez chwilę wpatruje się w monitor i mówi spokojnie: „Wątroba jest stłuszczona”. Nic Cię nie boli, czujesz się jak zwykle. Wieczorem wpisujesz w wyszukiwarkę „dieta na wątrobę” i po kwadransie masz przed sobą dziesięć sposobów jedzenia, z których każdy przedstawia się jako ten jedyny właściwy.
Najnowsze badania ten wybór upraszczają. Bardziej niż nazwa diety liczy się to, czy uda Ci się zrzucić kilka kilogramów i ile na Twoim talerzu jest mocno przetworzonych produktów gotowych.
Kontynuuj czytanie 5.10.2026
Postanowiłam zająć się tematem „jedzenia emocjonalnego”, bo zmaga się z nim naprawdę wielu moich klientów, a dzięki współpracy z Dine4Fit wiem, że podobnie jest wśród użytkowników aplikacji.
Takie osoby szukają potem różnych rad, wskazówek i sposobów, które pomogłyby im poradzić sobie z tymi powracającymi, nieprzyjemnymi sytuacjami.
Kontynuuj czytanie 1.10.2026
Zanim powiesz cokolwiek na porannym spotkaniu, musisz odchrząknąć. Potem jeszcze raz. Głos brzmi jak po nocy spędzonej na koncercie, a w szufladzie leżą trzy napoczęte opakowania pastylek do ssania. Lekarz nie widzi infekcji, alergię też wykluczono. Zgagi nie masz, więc refluks nawet nie przychodzi Ci do głowy.
Kontynuuj czytanie 28.9.2026
Kończysz dziesięciodniową kurację antybiotykiem, odstawiasz lek na zgagę po miesiącu przyjmowania albo przestajesz brać tabletki na uspokojenie, które dostałaś na trudny okres. Czujesz się z powrotem do normy – i naturalnie zakładasz, że Twój organizm też wrócił do punktu wyjścia. Badanie opublikowane w 2025 roku pokazuje, że w przypadku mikrobiomu jelitowego to założenie może być mocno przedwczesne.
Kontynuuj czytanie 17.9.2026