Niechciane myśli – cichy sabotażysta
Przyszła do mnie kobieta. W oczach zmęczenie i taki cichy rezygnacyjny ton.
„Próbowałam już wszystkiego. I nic nie działa. Pani jest moją ostatnią szansą” – zwierzyła się.
To są słowa, które słyszę często. I szczerze – nie czuję się z nimi całkiem dobrze, bo wiem, jak wielkie zobowiązanie to dla mnie. Jednocześnie bardzo dobrze pamiętam, że kiedyś byłam dokładnie tam, gdzie teraz są moi klienci.

Na pierwszej konsultacji (u mnie zawsze bezpłatnej) zadałam jej proste pytanie:
„Kiedy mówi Pani, że próbowała wszystkiego, co to dokładnie oznacza? Jak to wyglądało? I czy sprawiało To Pani przyjemność?”
Ta konkretna kobieta zaczęła wymieniać: herbaty detoksykacyjne na wiosnę, trzy miesiące na keto, tydzień tylko na warzywach, jakieś plastry, koktajle, cudowne suplementy z reklam… I za każdym razem ten sam scenariusz: szybki start, pierwsze kilogramy w dół, ekscytacja, a potem upadek. „Już mnie to nie bawi. Nie chcę tak dalej” – kontynuowała.
I tak zaczęłyśmy inaczej.
Nie od zakazów i nakazów, nie od tego, co „powinno się”, ale od tego, czego ONA NAPRAWDĘ pragnie.
Na spotkaniu pytałam ją:
- Co chce Pani zachować w swoim jadłospisie?
- Jak ma wyglądać Pani idealny stosunek do jedzenia?
- Jak chciałaby się Pani czuć zarówno na ciele jak i w głowie?
Chwilę milczała, a potem powiedziała: „Chcę w lecie spokojnie zjeść lody i nie zastanawiać się, czy to dobrze czy źle. Chcę przestać oceniać każde kęsy. Chcę przestać się bać, że jeśli popełnię błąd, to wszystko stracone. I przede wszystkim – chcę czuć się dobrze w swoim ciele i w głowie.
Wtedy coś ruszyło – otworzyły się zasuwy. Ciągle powtarzała tylko zakazy i mówiła, że ją to nie bawi. Rozumiem ją. To moment, w którym często przychodzi pierwsze uświadomienie: problemem nie są tylko „złe” produkty, ale też myśli, które nas podkopują. Czasem ostre, czasem brzmią przyjaźnie – ale efekt jest zawsze ten sam: krok wstecz.
Negatywne myśli – te rozpoznajemy łatwo. Bolą. Obniżają pewność siebie. Prowadzą do porażki.
- „Jestem prosiakiem, który nie potrafi się kontrolować.”
- „Znowu zawiodłam.”
- „Nigdy mi się nie uda.”
- „Próbowałam już tysiąc razy…”
Pozytywne (ale wciąż niechciane) myśli – te są bardziej podstępne. Nie są nieprzyjemne. Brzmią wręcz przyjemnie, ale niestety oddalają nas od celu.
- „Schudłam cztery kilo – zasługuję na ciasto.”
- „Dziś ciężko trenowałam na siłowni, więc mogę zjeść pizzę.”
- „Skoro inni jedzą normalnie, ja też mogę.”
Ze wspomnianą klientką zaczęłyśmy prowadzić „dziennik myśli”. Każde zdanie, które ją podkopuje, zapisywała. Potem na konsultacjach ustawiłyśmy bezlitosne lustro:
- Czy to prawda, czy tylko wyuczona reakcja?
- Co naprawdę się wydarzyło?
- Co w tej chwili mogłoby Ci pomóc?
- A kiedy masz sytuację pod pełną kontrolą?
Na przykład zamiast myśli „Jestem świnią, zjadłam całą czekoladę” spojrzałyśmy na cały kontekst. Miała ciężki dzień, pokłóciła się z partnerem, czuła, że musi sobie coś „dać”. Szukając innych możliwości, co mogłoby ją w tej chwili uspokoić, pojawiły się: spacer, ciepły prysznic, rozmowa z przyjaciółką przez telefon, cisza.
Nagle historia o porażce zamieniła się w historię o samopoznaniu. Z niej zaczęła wyłaniać się kobieta, która zaczyna mówić do siebie łagodniej i wie, co jej pomaga i ją wzmacnia.
Pamiętajcie!
To są zdania/myśli, które krążą w naszej głowie. Nie jesteśmy tymi myślami. Nie musimy się nimi kierować. Nawet tymi „pozytywnymi”. Zjeść ciasto czy chipsy jest w porządku, jeśli nie towarzyszy temu myśl, że „to nie ma sensu” albo „mogę, bo schudłam kilka kilo”. Takie myśli są jak nieproszeni goście – nie wpuszczajmy ich zbyt blisko siebie.
Autorka: Veronika Mayová, coach żywieniowa
foto: cz.depositphotos.com
dine4fit.pl
Redakcja
www.dine4fit.pl
25.9.2025
dine4fit.pl
Różne