Może przydarzyć się także Tobie! Wypalenie oczami dietetyczki, czyli gdy ciało przestaje współpracować
Nawet specjalista jest tylko człowiekiem. Wiedzieć, co robić, nie znaczy, że wszystko zawsze będzie przebiegać bez problemów. Dotyczy to również odchudzania.
Czego osobiście nauczyło mnie wypalenie o jedzeniu i życiu? Na prośbę redakcji aplikacji Dine4Fit, z którą współpracuję przy blogu, spisałam swoje obserwacje. Być może odnajdziesz się w tej historii także Ty.
Jako specjalistka od żywienia wiedziałam, że wypalenie i depresja nie omijają nawet ludzi z odpowiednią wiedzą. Mimo to własne doświadczenie pokazało mi, jak cienka bywa granica między „jeszcze daję radę” a „już nie mogę”.

Wiele zależy od nas – od tego, co czujemy, co jemy i jak się ze sobą obchodzimy. Od tempa życia, na jakie pozwalamy sobie przez dłuższy czas. Tego wszystkiego od lat uczę swoich klientów. A jednak sama, w pewnym sensie „we własnej branży”, doszłam do wypalenia i depresji. Nie dlatego, że zawiodłam zawodowo. Ale dlatego, że też jestem tylko człowiekiem.
Często panuje przekonanie, że specjalista od żywienia, zdrowego stylu życia czy psychiki powinien mieć wszystko pod kontrolą. Że powinien być odporny na zmęczenie, stres i choroby. Rzeczywistość jest jednak inna. I być może właśnie dlatego tacy ludzie wypalają się szybciej.
Dlaczego?
Ponieważ:
- mamy tendencję znosić więcej niż inni,
- często stawiamy potrzeby innych ponad własnymi,
- przyzwyczajeni jesteśmy funkcjonować nawet wtedy, gdy już boli,
- długo powtarzamy sobie: „Jeszcze dam radę. Przecież wiem, co robić”.
Sama wiedza nie wystarczy, jeśli przez długi czas ignorujemy sygnały wysyłane przez ciało. Ciało nie bierze pod uwagę dyplomów, doświadczenia ani dobrych intencji. Reaguje na rzeczywistość – na stres, przeciążenie, brak odpoczynku, radości i przestrzeni dla siebie.
Kolejną pułapką jest to, że pomagając innym, łatwo tracimy kontakt ze sobą. Doradzamy, prowadzimy, wspieramy – a po drodze zapominamy być równie uważni wobec własnych potrzeb. Nie z powodu słabości, lecz z poczucia odpowiedzialności, presji i chęci sprostania oczekiwaniom. Wypalenie i depresja nie są dowodem porażki. Są dowodem na to, że człowiek zbyt długo funkcjonował wbrew sobie.
To doświadczenie dało mi dziś większą pokorę i głębsze zrozumienie tego, co przeżywają inni. Wiem już, że zmiana nie zaczyna się od perfekcji, lecz od prawdy. Od gotowości przyznania, że coś nie działa. Od decyzji, by przestać się zmuszać, a zacząć siebie słuchać.
Może właśnie dlatego warto mówić o tym otwarcie. Nie po to, by być przykładem „jak coś zepsuć”. Ale po to, by pokazać, że droga do siebie nie jest prostą linią – i że nawet ci, którzy potrafią doradzać innym, czasem muszą się zatrzymać, wziąć oddech i odnaleźć się na nowo.
Gdy ciało i psychika nie dają już rady, pojawiają się choroba, depresja i wypalenie.
Zdrowy styl życia nie wystarczy, jeśli ignorujemy samych siebie
Uległam presji otoczenia i okoliczności. Uwierzylam, że stabilność oznacza bezpieczeństwo. Że jeśli zrezygnuję z własnej działalności i pójdę na etat, będę miała „spokój”. Stały dochód. Poczucie przynależności. Może nawet większe poczucie „ważności” dzięki wykształceniu.
I tak nagle – zamiast jednego kierunku – studiowałam dwa. Do naturopatii (trzy i pół roku) dołożyłam szkołę policealną dla dietetyków. W domu troje dzieci – 12, 14 i 17 lat. Do tego rodzina, dom, ogród i praca, która miała zajmować osiem godzin dziennie. Naiwnie sądziłam, że do domu będę wracać z czystą głową.
Rzeczywistość była inna od pierwszych dni. Liczyłam, że „to się ułoży”. Tymczasem pojawiły się nadgodziny, presja i kolejne obowiązki. A wraz z nimi coraz mniej energii i coraz mniej czasu dla bliskich i dla siebie. W tym wszystkim zaczęłam oddalać się od własnych potrzeb – od zdrowego stylu życia, od jedzenia i od rytmu, jakiego potrzebowało moje ciało.
Może się wydawać, że praca w uzdrowisku to sielanka. Nie jest. To zwykła praca, a odpoczynek jest tam dla kuracjuszy, nie dla pracowników. To było trudne, ale pouczające doświadczenie. Doceniam je – jednak nie dało się tak żyć na dłuższą metę.
Gdy ciało już nie może, pojawia się choroba, wypalenie, depresja
Istnieje cisza, która nie jest spokojem. Cisza, w której znika siła, radość i nawet łzy. Zostaje tylko pustka. Praca z ludźmi, którą kiedyś kochałam, stała się obowiązkiem i coraz większym obciążeniem. Przestała mieć sens.
Znasz to? Wielu ludzi nazywa ten stan wypaleniem, ale w gruncie rzeczy jest to głębokie wyczerpanie duszy, która zbyt długo próbowała być silna.
Wypalenie nie pojawia się nagle. To długi marsz przez pustynię, podczas którego człowiek traci kontakt ze swoimi potrzebami. Każdego dnia trochę bardziej rezygnuje z siebie, aż w końcu zostaje tylko puste, otępiałe ciało funkcjonujące na autopilocie, podczas gdy wewnętrzny świat stopniowo zanika.

Ciało zauważa to wcześniej niż umysł. Najpierw byłam „tylko zmęczona”. Trwało to tygodniami. Potem pojawiła się drażliwość i pogorszenie choroby autoimmunologicznej tarczycy. To był pierwszy wyraźny sygnał: STOP. Tak dalej nie może być.
Z czasem doszła apatia, wypalenie zawodowe i jeszcze większe zmęczenie, widoczne także dla innych. Słyszałam, że „jestem inna”. Starałam się być silna – przecież każdy tak funkcjonuje, każdy chce uczciwie pracować.
Ale stopniowo traciłam siebie. A moja rodzina – mamę i żonę. Wracałam z pracy wyczerpana i zamykałam się w sobie.
Teraz przecież nie mogę zrezygnować, jak to będzie wyglądało?
Pojawiły się bóle całego ciała, wróciły migreny, a waga zaczęła szybko rosnąć.
Wymagania w pracy rosły, zmęczenie się pogłębiało, nauka na studiach osiągała punkt kulminacyjny.
Pocieszałam się historiami innych kobiet: „Nie jesteś jedyna, wiele kobiet tak ma”. A jednak wiedziałam, że tak być nie musi – i nie powinno. Wspominałam czas, gdy pracowałam na własny rachunek. Było trudniej, ale lżej na duszy. Bałam się jednak wysiąść z rozpędzonego pociągu.
Jeśli się nie zatrzymamy, ciało zrobi to za nas. Ciało nie jest głupie.
W końcu podjęłam decyzję. Wiedziałam, że jeśli nie odejdę z pracy, dojdzie do załamania. Musiałam jeszcze przetrwać dwumiesięczny okres wypowiedzenia, który wydawał się wiecznością.
Stan zdrowia gwałtownie się pogarszał. Odbierałam to jako osobistą porażkę. Przyszła pełnoobjawowa DEPRESJA I WYPALENIE. Przez kolejne trzy miesiące po odejściu z pracy leczyłam się w domu – pod opieką lekarzy oraz specjalistów od ciała i psychiki.
Markéta Matyášová, Holistyczna doradczyni ds. żywienia z państwową certyfikacją
foto: archiwum Autorki
dine4fit.pl
Redakcja
www.dine4fit.pl
30.1.2026
dine4fit.pl
Ciekawe, Różne