Tego dnia powiedziała sobie, że tak dalej być nie może.
A wcale nie było tak, że nie wiedziała, co robić. Wręcz przeciwnie. Informacji miała aż nadto. Wiedziała, co jeść, czego nie jeść, co „powinna”. Każdego ranka wstawała z postanowieniem, że dziś w końcu jej się uda. A wieczorem znów kończyła przy słodyczach. W kółko to samo. Błędne koło.
Długo wierzyła, że poradzi sobie sama. W końcu jednak przyznała, że się myli. Że potrzebuje pomocy. Chciała pójść sprawdzoną drogą, więc zaczęła szukać. Wtedy trafiła na historię kobiety, która schudła 50 kilo. I która zajęła się fachową pomocą innym. Bez długiego zastanawiania podjęła decyzję, że też tego chce. „Nie wahałam się ani sekundy” – mówi.
Na początku w ogóle nie wiedziała, czego się spodziewać. Nigdy wcześniej nie korzystała z poradnictwa żywieniowego. I szczerze – spodziewała się czegoś zupełnie innego. Na przykład jadłospisu. Dokładnego planu. Tabelki.
- „Nie rozumiałam, jak to możliwe, że nie dostałam jadłospisu” – wspomina dziś.
Ale bardzo szybko zrozumiała dlaczego. Jadłospis złożony z potraw, których nie jadała, wcale by jej nie pomógł. Nie miałby sensu.
Zaczęła inaczej. Prosto. Podstawowe produkty, żadnych ekstremów, żadnych komplikacji. I nagle zaczęło się udawać. Powoli, ale konsekwentnie. Bez głodu. Czasem wręcz musiała wieczorem „dojadać”, bo nie czuła aż takiej potrzeby.
Ale zmiana nie dotyczyła tylko jedzenia.
Stopniowo zaczęła wszystko rozumieć. Przestała się przejadać. Zniknęła ochota na słodkie. Myśli już nie krążyły wyłącznie wokół jedzenia. Jedzenie stało się częścią dnia, a nie jego centrum.
Zaczęła planować. Przygotowywać sobie posiłki z wyprzedzeniem. Ale nie z obowiązku – raczej dla pewności. Wiedziała, co jej służy. Wiedziała, że nie musi wymyślać żadnych komplikacji ani kupować „cudownych” produktów. Wystarczy mieć kilka dań, które się sprawdzają.
Odkryła też aplikację Dine4Fit. Wcześniej jej nie rozumiała, dziś jej pomaga. Ale bez presji. „Nie załamuję się, gdy czegoś nie dopilnuję” – mówi. Bo zrozumiała, że w życiu nie chodzi o liczby, ale o ogólne dobre samopoczucie.
Ale największa zmiana zaszła w środku.
Nagle ma energię. Nie przesiaduje już wieczorami przed telewizorem, czekając, aż pójdzie spać. Czuje się lepiej we własnym ciele. Wkłada sukienki, które latami leżały w szafie. Ma poczucie, że dobrze w nich wygląda. Że chodzi z podniesioną głową.
A co być może najważniejsze – przetrwała też trudny okres, nie wracając do punktu wyjścia. Nie przejadała się. Nie zajadała stresu.
Zmieniła się również jej relacja z jedzeniem w codziennym życiu. Choćby podczas podróży. Kiedyś oznaczałoby to stres, wyrzuty sumienia, poczucie porażki. Dziś wie, że może sięgnąć po lokalne specjały. Spróbować. Cieszyć się nimi. A potem po prostu wrócić do swojego rytmu.
Kiedy ma podsumować swoją drogę jednym zdaniem, mówi: „Odnalazłam siebie na nowo.”
A kobietom, które są teraz tam, gdzie ona była kiedyś, przekazuje jedno. Niech same zapytają siebie, ile razy próbowały już w pojedynkę. I czy to działało. Może czas spróbować inaczej. „To nie jest tak trudne, jak wygląda. Szybko to zrozumiesz” – dodaje z własnego doświadczenia. A na koniec mówi z uśmiechem, pod adresem swojej trenerki: „Żałuję tylko jednego – że nie spotkałam cię wcześniej.”
Autorka: Veronika Mayova, certyfikowana coachka żywieniowa
zdjęcie: depositphotos.com