Celowe przerwy w procesie odchudzania
Ponieważ przed nami okres letnich urlopów, uznałam, że to idealny moment, by poruszyć temat celowej, kilkudniowej przerwy w procesie odchudzania.
Witajcie więc w kolejnej odsłonie spostrzeżeń z mojego gabinetu.
Choć często piszę o odchudzaniu, dzisiaj chciałabym skierować uwagę na inny temat.
Jakie długoterminowe nawyki naprawdę działają u ludzi, którym udaje się stabilnie utrzymywać odpowiednią masę ciała.
Z pewnością i Ty znasz w swoim otoczeniu kogoś, kto nie przybiera na wadze i przez lata ma tę samą „figurę”. Często może to wyglądać jak „dobre geny” i rzeczywiście, rola genetyki jest niezaprzeczalna. Ale w rzeczywistości kryje się za tym zwykle po prostu zestaw drobnych, codziennych nawyków, które są długoterminowo trwałe, naturalne i skuteczne. Zebrałam je w poniższych punktach.

Ludzie, którzy utrzymują stabilną wagę, zwykle w ciągu dnia nie głodzą się, a wieczorem nie robią nalotu na całą lodówkę. Mają pewną strukturę – z grubsza wiedzą, kiedy będą jeść, ale jednocześnie nie są sztywno przywiązani do ściśle wyznaczonych godzin.
Najczęściej jedzą 3–5 razy dziennie, dzięki czemu organizm otrzymuje energię i składniki odżywcze na bieżąco, więc nie dopada ich ani wilczy głód, ani napady zachcianek. Jednocześnie umieją wyczuć sygnał głodu i zareagować na niego w odpowiednim momencie.
Ludzie, którzy umieją utrzymać wagę ciała, zwykle też nie jedzą automatycznie do przejedzenia. Jedzą raczej świadomie i wolniej, dzięki czemu nie przyjmują więcej energii, niż jest im potrzebne.
Jedną z kluczowych różnic jest to, że ludzie ze stabilną wagą nie zajmują się bez przerwy jakimiś ścisłymi dietami redukcyjnymi. Jedzą w miarę i regularnie, dzięki czemu unikają cyklu restrykcji, a następnie odjadania dużych deficytów kalorycznych albo „zakazanych” produktów.
Kiedy ludzie zrozumieją i odejdą od typowego schematu odżywiania, w którym przyjmowali dużą ilość „tłuszczów” i „węglowodanów i cukrów”, a mało „białka” i „błonnika” (na przykład słodycze, płatki z mlekiem, chleb z masłem i miodem, bułka z pasztetem i wędliną, makaron lub kluski z sosem i minimalną ilością mięsa, kotlet z frytkami i tatarskim sosem itp.), i odwrócą tę proporcję, poczują ogromną różnicę i korzyści.
Podstawę jadłospisu tworzą więc głównie warzywa, owoce, ziemniaki lub bataty (= wystarczająca ilość błonnika) wraz z większym udziałem produktów białkowych (większy kawałek chudego mięsa, ryby, więcej twarogu, jogurtu naturalnego, skyru, sera o średniej zawartości tłuszczu, tofu, roślin strączkowych itp.). Z drugiej strony spożywają mniejsze ilości dodatków skrobiowych, pieczywa, słodyczy, zbóż i dodanych tłuszczów (na przykład tłuszczów do smarowania pieczywa, tłuszczów używanych do przygotowania posiłków, dań na śmietanie czy smażonych potraw).
Ta rada jest dla mnie radą nad radami, ponieważ efektem są posiłki obfite, sycące, wartościowe i smaczne, które jednocześnie pomagają ograniczać zachcianki na słodkie. Dzięki temu nie trzeba pilnować każdego detalu, bo ich standardowe wybory i dobrze ustawiona proporcja składników odżywczych naturalnie utrzymują równowagę.

Nie chodzi o to, żeby mieć precyzyjnie zaplanowany jadłospis na cały tydzień do przodu, ale o to, żeby wiedzieć przynajmniej z grubsza, co się będzie jadło. Tacy ludzie często planują przynajmniej część dnia – na przykład obiady, kolacje i związane z tym zakupy.
Wielu moich pacjentów, którzy odnieśli sukces, przygotowuje sobie pudełka z jedzeniem na następny dzień pracy. Dzięki temu mniej polegają na impulsywnych decyzjach w chwili głodu albo silnych zachcianek, kiedy najtrudniej wybierać rozsądnie i zbalansowanie.
Kiedy zaplanują i przygotują jedzenie w domu, wiedzą dokładnie, co i w jakiej ilości jedzą. Pewna kontrola nad składem posiłków jest w tym względzie dużą zaletą w porównaniu z jedzeniem „na mieście”.
Ruch nie musi oznaczać tylko godzin spędzonych na siłowni. Tacy ludzie często więcej się ruszają w ciągu całego dnia – chodzą pieszo, korzystają ze schodów. To właśnie ten niepozorny, codzienny ruch może mieć często większy wpływ niż sporadyczne intensywne treningi.

Sen zwykle nie jest pierwszą rzeczą, którą ludzie łączą z wagą ciała, ale dziś już wiemy, że gra bardzo ważną rolę. Niedobór snu zwiększa w ciągu dnia apetyt i często prowadzi nas do wybierania bardziej kalorycznych produktów. Ludzie z długoterminowo stabilną wagą mają zwykle względnie regularny rytm snu. Oznacza to, że chodzą spać o rozsądnej godzinie (mniej więcej około 22:00) i śpią przynajmniej do szóstej rano.
Tu mamy kolejny bardzo ważny punkt. Ludzie, dla których jedzenie nie jest narzędziem do radzenia sobie z emocjami i stresem, potrafią stabilniej utrzymywać wagę ciała. Kiedy są zestresowani, mają zwykle inne strategie na poradzenie sobie z tym niż jedzenie – na przykład ruch, pobyt na świeżym powietrzu, rozmowę z przyjaciółką, partnerem czy terapeutą itp.
Na każdego działa coś innego. Jeśli jednak masz tendencję do radzenia sobie z emocjami albo stresem przez jedzenie, spróbuj w takich chwilach wybrać inną czynność, która pomoże Ci uporać się z emocjami czy zmartwieniami, a nie będzie nią jedzenie. Miej tylko dla siebie cierpliwość – wytworzenie nowego nawyku nie przyjdzie od razu i zajmie to trochę czasu.
Ludzie ze stabilną wagą zwykle nie czekają na „odpowiedni moment” ani na poniedziałek, lato czy nowy rok. Ich zachowanie jest w dużej mierze automatyczne. Mają wypracowane rutyny, które ułatwiają im codzienne decyzje. Dzięki temu nie potrzebują nieustannej motywacji, która utrzymywałaby ich na właściwej drodze.
Ci ludzie też jeżdżą na wakacje, świętują urodziny, Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Wiedzą jednak, że waga i sposób odżywiania naturalnie się wahają. Jeden dzień albo kilka dni, kiedy ich odżywianie jest „gorsze”, nie oznacza dla nich porażki. Zamiast tego po takiej „żywieniowej fali” po prostu wracają do swojego zwykłego rytmu. To właśnie umiejętność kontynuowania swoich rytuałów bez wyrzutów sumienia często długoterminowo decyduje o rozwoju wagi.
Znam wielu ludzi, którym nie robi problemu powiedzieć „nie, nie chcę” albo „nie, nie zjem tego”. To jest coś, co warto sobie przyswoić. Przecież nie zjadasz czegoś tylko po to, żeby kogoś nie obrazić. A jeśli ktoś się obraża, mówi to więcej o nim niż o Tobie. Nie musisz przystawać na ten rodzaj „manipulacji” tylko po to, żeby ktoś inny czuł się lepiej, podczas gdy Ty będziesz mieć wyrzuty sumienia, bo zjadłaś/zjadłeś coś, czego właściwie nie chciałaś/chciałeś albo nie potrzebowałaś/potrzebowałeś.
Nieustanne podjadanie i skubanie w ciągu dnia może energetycznie dodać nawet setki kilokalorii. Kiedy potem zsumuje się wszystkie te małe „ugryzienia” i „skubnięcia”, człowiek może przyjąć dużą ilość niepotrzebnej, dodatkowej energii, która przy braku wykorzystania może odkładać się w tkance tłuszczowej.
Ludzie, którzy jedzą przede wszystkim główne posiłki i ewentualnie przekąski, ale w ciągu całego dnia czy wieczoru nie podjadają na bieżąco, dużo łatwiej potrafią utrzymywać wagę ciała. Powodem jest to, że unikają dużej ilości niepotrzebnie przyjętych dodatkowych kilokalorii.
Kalorie płynne to wciąż kalorie i w nadmiarze mogą się w organizmie przekształcać i odkładać w tkance tłuszczowej. Ludzie, którzy piją alkohol raczej wyjątkowo albo wcale, a w ciągu dnia wybierają przede wszystkim wodę czy napoje niesłodzone (herbaty, wody mineralne…), znowu oszczędzają duże ilości niepotrzebnie przyjętej energii. A to w długoterminowej perspektywie się opłaca.
Ludzie, którzy długoterminowo utrzymują optymalną wagę, zwykle nie robią niczego ekstremalnego. Nie mają idealnie ustawionego reżimu ani stuprocentowej dyscypliny. Mają jednak wypracowany system małych nawyków, które razem długoterminowo działają. Ważna jest prostota, regularność i trwałość. Jeśli nie udaje Ci się długoterminowo trzymać tych wskazówek, nie poddawaj się i wytrwaj. To właśnie regularny trening i wytrwałość są tym, co stopniowo prowadzi do zmiany. Tylko praktyka czyni mistrza.
Autorka: Martina Rusňáková Korejčková, dietetyczka
foto: cz.depositphotos.com, archiwum Autorki
6.8.2026 dine4fit.pl Ciekawe, Jak się odchudzać?
Ponieważ przed nami okres letnich urlopów, uznałam, że to idealny moment, by poruszyć temat celowej, kilkudniowej przerwy w procesie odchudzania.
Witajcie więc w kolejnej odsłonie spostrzeżeń z mojego gabinetu.
Kontynuuj czytanie 19.6.2025
Jeszcze kilka lat temu mało kto w Polsce słyszał o lekach z grupy agonistów receptora GLP-1. Dziś temat wraca w rozmowach przy stole, w mediach społecznościowych i w gabinetach lekarskich. Te leki zmieniły leczenie otyłości na tyle mocno, że trudno mówić o nich jak o zwykłej nowince.
I choć to temat medyczny – a o samym leczeniu decyduje wyłącznie lekarz – jest w nim wątek, który dotyczy każdego, kto je. Bo okazuje się, że to, jak wygląda Twój talerz w trakcie takiej terapii (i po niej), potrafi zadecydować o tym, czy efekt będzie zdrowy i trwały, czy zamieni się w problem.
Kontynuuj czytanie 3.8.2026
Cola zero do obiadu, dietetyczna lemoniada zamiast klasycznej, słodzik do porannej kawy zamiast łyżeczki cukru.
Słodziki są dziś wszędzie wokół nas, a wraz z nimi mnóstwo sprzecznych opinii – od „to trucizny, które niszczą zdrowie” po „można je pić spokojnie zamiast wody, przecież nie mają kalorii”.
Kontynuuj czytanie 30.7.2026
Bierzesz kapsułkę omega-3 codziennie, bo gdzieś przeczytałeś, że to „dobre na mózg” i ma chronić przed demencją? Nowe badanie mówi wprost: samo połknięcie tabletki tego nie załatwia.
Naukowcy z Kalifornii postanowili to sprawdzić w sposób, którego nie da się już podważyć. Wzięli 365 osób po pięćdziesiątce, z podwyższonym ryzykiem Alzheimera, które na co dzień rzadko jadły ryby, więc miały niski poziom omega-3 na start. Przez dwa lata jedna grupa dostawała codziennie solidną dawkę omega-3 (2000 mg DHA), druga placebo. Nikt, ani badani, ani sami naukowcy, nie wiedział w trakcie, kto dostaje co, dopiero na koniec odkryto karty.
Kontynuuj czytanie 27.7.2026
W dzisiejszych pędzących czasach coraz więcej osób szuka sposobu na odpoczynek od codziennego stresu, obowiązków zawodowych i nieustannego napływu informacji.
Jedną z najbardziej dostępnych i najskuteczniejszych form psychohigieny jest bieganie.
Kontynuuj czytanie 17.7.2026
Lody, lody na patyku i owocowe desery po prostu pasują do lata. I właśnie dlatego niewiele sensu ma traktowanie ich jak czegoś zakazanego.
Zakaz często tylko zwiększa apetyt i prowadzi do tego, że zamiast jednej porcji człowiek ostatecznie zjada więcej, niż pierwotnie planował.
Kontynuuj czytanie 9.7.2026