Nie każę Ci robić tego, czego sama nie robię, to nie mój styl
Osobiście zawsze interesowało mnie, jak to mają sami eksperci, którzy innym ludziom radzą w sprawach zdrowia i stylu życia.
Jak podchodzą do własnych zasad zdrowia lekarze, terapeuci, trenerzy i dietetycy? Czy sami trzymają się tego, co polecają, czy w rzeczywistości mówią jedno, a robią drugie?
Jeśli Ty też jesteś ciekawy/a, zapraszam Cię do zajrzenia do mojego „domku” stylu życia, bo sama już dwunasty rok pracuję jako prywatna terapeutka żywieniowa. I każdego dnia uczę swoich klientów jeść i żyć lepiej.

Żeby móc opowiedzieć Wam, jak podchodzę do stylu życia obecnie, muszę najpierw dać Wam wgląd w przeszłość, bo ona jest częścią mojej teraźniejszości.
W wieku piętnastu lat zaczęłam naukę w średniej szkole hotelarskiej i w drugiej klasie mieliśmy wtedy przedmiot „nauka o żywieniu”. I złapałam się na tym, że ten przedmiot interesuje mnie bardziej niż wszystkie inne. Właśnie tam zasiało się ziarno zainteresowania dziedziną żywienia.
Kolejnym okresem, kiedy zasiane ziarno zainteresowania żywieniem zaczęło kiełkować, były moje siedemnaste lata. Wtedy zaczęły u mnie występować przewlekłe problemy psychosomatyczne z trawieniem – budziłam się co rano z bólami brzucha. Po miesiącach zmagań z trawieniem trafiłam do lekarza (gastroenterologa), który był bardzo mądry. Zalecił mi, oprócz krótkotrwałego przyjmowania konkretnych leków, także zmianę sposobu odżywiania. I wprowadzenie regularnego ruchu.
Dzięki niemu od razu zmieniłam swoją dietę: odstawiłam soki owocowe, wyeliminowałam podjadanie herbatników, kupowanych bagietek i wysoko przetworzonych produktów. A do jadłospisu wprowadziłam podstawowe produkty, białe jogurty, więcej owoców i warzyw. Zaczęłam pić wodę, a także zaczęłam biegać, by pobudzić pracę jelit. I proszę, cóż się okazało: problemy mnie opuściły. A nowy styl życia został. Bo jeśli coś działa, po co od tego uciekać?
Od tego czasu z przyjemnością czytałam książki i czasopisma o żywieniu i odżywianiu, i zaczęłam odkrywać, że to jest praca, którą chciałabym kiedyś wykonywać – radzić ludziom, jak się odżywiać, żeby czuli się dobrze. Po skończeniu szkoły średniej dopasowałam do tego również kierunek dalszej edukacji. Skończyłam studia z zakresu edukacji zdrowotnej oraz dyplomowanego terapeuty żywieniowego. A w styczniu 2015 roku sen stał się rzeczywistością – założyłam własną działalność i od tego czasu prowadzę w Pilznie swój prywatny gabinet dietetyczny.
Żyję tym, co polecam
W tym roku mija już 20 lat, od kiedy musiałam zmienić swój styl życia. I wiecie co? Trzymam się go, z różnymi odmianami, do dziś. Kiedy na własnej skórze poczułam, jak mi się polepszyło, nie chce mi się iść inną drogą.
Wielu ludzi szuka motywacji, żeby utrzymać zdrowszy styl życia na dłużej. Osobiście myślę, że tą największą motywacją może być po prostu dobre samopoczucie. Bo od pewnego wieku przestaje to być oczywiste. Powiedziałabym, że do jakichś trzydziestu lat zdrowie i figura utrzymują się w większości sama. Ale potem ciało zwykle zaczyna zgłaszać potrzebę opieki.
Nie bierz nadwagi, podwyższonego cholesterolu, wysokiego ciśnienia krwi, stanu przedcukrzycowego, problemów skórnych i trawiennych jako tego, że ciało z Tobą walczy. To nie tak. Ciało po prostu zgłasza potrzebę Twojej uwagi i włożenia ręki w pracę. Samo już nie zadziała, teraz musisz działać Ty.
Styl życia u każdego człowieka jest zmienny
Także moje filary stylu życia zmieniają się wraz z tym, jak zmieniają się warunki i okoliczności życia (studia, ciąża, narodziny syna, sytuacja zdrowotna itp.). U mnie dodatkowo największą zmianę przyniosła diagnoza z młodości – autoimmunologiczne zapalenie tarczycy.
Tak się składa, że w naszej rodzinie po stronie mamy kumuluje się zwiększona częstość chorób autoimmunologicznych różnego typu. Ja też żyję z jedną z nich. I po tych latach nie jestem już w stanie, w którym byłabym zła na to, że ją mam (kiedyś tak bywało). Zapalenie tarczycy jest dla mnie po prostu kolejną motywacją, żeby dobrze dbać o swoje ciało, aby służyło mi w dobrej kondycji, najlepiej jeszcze długo. Swojemu synowi też od małego mówię, że jego ciało jest narzędziem, które pozwala mu przeżywać to życie, więc żeby dobrze się o nie troszczył także w przyszłości, kiedy mama nie będzie już tego za niego robić.
Mój styl życia jest ze względu na zapalenie tarczycy bardzo specyficzny. Więc to, jak ja to robię, może być bardziej inspirujące dla ludzi, którzy również żyją z chorobą autoimmunologiczną, a zdecydowanie nie dla szerokiej populacji.

Jak to u mnie wygląda
Zapalenie tarczycy u mnie objawia się najbardziej zwiększoną męczliwością przy różnych codziennych aktywnościach. A także dużym zmęczeniem w godzinach wieczornych i skłonnością do gorszych nastrojów jesienią i zimą (spadek ilości światła dziennego i chłodna pogoda, której nie lubię). Dlatego odpowiedni styl życia jest dla mnie ważny, żebym czuła się dobrze. I nie mam żadnego smartwatcha, smart-pierścienia ani innych mierników – wszystko, co wymienię poniżej, mam solidnie zaobserwowane na sobie.
Sen
Sen jest u mnie kluczowy, bo częściej bywam zmęczona. Idealne dla mnie jest 8-9 godzin snu, co dla wielu ludzi jest luksusem. Dla mnie to potrzeba. I nawet odkryłam, że czuję się najlepiej, gdy chodzę spać o 21 i śpię do około 6 rano. Ale to da się praktykować raczej w miesiącach zimowych. Latem śpię zdecydowanie mniej, bo przez długi dzień nie udaje mi się trafić do łóżka wcześniej niż o dziesiątej.
Zauważyłam też, że jestem podatna na to, że kiedy wieczorem przed snem mam milion myśli w głowie, nie mogę zasnąć. Na pewno to znasz. Nauczyłam się więc mówić sobie, że i tak nic nie rozwiążę przed snem, więc zostawiam to na rano. Włączam medytację na sen, smaruję skronie olejkiem lawendowym i zwykle zasypiam szybciej, niż kiedy próbuję na siłę rozgryzać to, co gnębi moją głowę, zamiast po prostu odpuścić niepotrzebne myśli i zmartwienia.
Praca
Co się tyczy mojej pracy terapeutki żywieniowej, tam z kolei zauważyłam, że jestem w stanie dobrze przeprowadzić maksymalnie cztery konsultacje dziennie (przy czym każda trwa średnio godzinę, niektóre nawet półtorej). Kiedy dawkowałam sobie pięć i więcej konsultacji dziennie, byłam potem energetycznie wyczerpana. Myślę, że warto przyznać sobie, gdzie leżą nasze granice, i je respektować.
Aktywność fizyczna
Ruch jest dla mnie czymś tak naturalnym, że nie muszę się do niego zmuszać. Część dnia przesiaduję przy laptopie albo na konsultacjach z klientami, więc idealnie potrzebuję ruchu 30-90 minut dziennie. Liczę do tego jakąkolwiek aktywność w kawałku. Najbardziej lubię jednak energiczny marsz na świeżym powietrzu, jogging, chodzenie/bieganie na bieżni i trening siłowy w domu.
W domu mamy bieżnię, a także kilka narzędzi do treningu siłowego – hantle o różnej wadze, kettlebelle, ławkę do ćwiczeń, gumy oporowe, BOSU… Trening siłowy z obciążeniem jest dla mnie ważny jako profilaktyka bólów pleców wynikających z siedzącej pracy, a energiczny marsz albo bieganie to moje narzędzie do higieny psychicznej. Kiedy jestem smutna, wyzwalam w sobie hormony dobrego nastroju; kiedy jestem zła, wyładowuję z siebie gniew; kiedy mam leniwy nastrój, ruch pięknie mnie rozkręca. Tyle smutku by z tego świata zniknęło, gdyby ludzie regularnie się ruszali z odpowiednią intensywnością…
Regularny coaching
Około raz na sześć tygodni mam coaching/mentoring/terapię ze swoją wspaniałą coachką Haničką Andraste. Minęło już dziewięć lat, od kiedy zaczęłam tę pracę z psychiką, i nie daję sobie tego zabrać. Moje życie zmienia się fundamentalnie na lepsze, w miarę jak uwalniam się od niedziałających wzorców zachowań, mikrourazów, strachów, uprzedzeń, niepotrzebnego stresu, nadmiernego rozmyślania o wszystkim itd.
A jeśli ktoś myśli, że terapia/mentoring/coaching są tylko dla ludzi psychicznie słabszych, to bardzo się myli. To jedna z najlepiej zainwestowanych aktywności, jakie można sobie zapewnić. Dowodem jest choćby mój mąż, który jest CEO w dwóch firmach, człowiekiem bardzo zdecydowanym, odpornym i psychicznie stabilnym. A mimo to ma coaching każdego miesiąca. Bo jest świadomy, że to zasadniczo i długofalowo poprawia mu życie oraz wspiera szukanie równowagi między czasem pracy i życia osobistego.
Odżywianie
Jak już wspomniałam, zapalenie tarczycy prowadzi mnie do pewnych działań w stylu życia. Najważniejszy dla mnie jest obszar odżywiania. Już od kilku lat odżywiam się w sposób specyficzny, sprzyjający mojemu zdrowiu, tak zwaną „przeciwzapalną formą diety”. Przeciwzapalny charakter diety polega na tym, że eliminuje się produkty, które mogą wspierać w organizmie zapalenia, a w jadłospisie wyróżnia się natomiast produkty o charakterze przeciwzapalnym.
W swoim jadłospisie ograniczam produkty, które w większej kumulacji mogą mieć charakter prozapalny. Może to być gluten, produkty kukurydziane, śmietana i produkty na bazie śmietany, rafinowane węglowodany i cukier (np. biały chleb pszenny i pieczywo, słodycze, torty, herbatniki…), smażone jedzenie (np. frytki, chipsy…), lemoniady, napoje słodzone cukrem, sztuczne słodziki, wysoko przetworzone mięso (parówki, kiełbaski, salami…), konserwy mięsne, wyroby garmażeryjne, pasztety, smalec, olej palmowy, utwardzone tłuszcze roślinne, rafinowane oleje, wszystkie tak zwane wysoko przetworzone produkty (ultraprocessed food) oraz „mocny” alkohol. Stan prozapalny w organizmie może wywoływać także nieprawidłowa proporcja nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6 (np. więcej niż 1:4 i więcej). Tę proporcję można dziś na życzenie zbadać z krwi.

W swoim odżywianiu staram się natomiast przyjmować źródła zawierające nienasycone kwasy tłuszczowe „omega-3″, które, jak podaje się, mają charakter przeciwzapalny – orzechy (przede wszystkim włoskie), ziarna (lniane/chia…), oliwę z oliwek, ryby i owoce morza. Charakter przeciwzapalny mają też owoce, warzywa, rośliny strączkowe, bezglutenowe zboża, a także specyficzne przyprawy jak cynamon, kurkuma i imbir.
Z suplementów diety, ze względu na swoje zdrowie, stosuję z różnym cyklowaniem głównie cynk, omega-3, witaminę D, witaminę B12, liposomalną witaminę C, magnez, wapń, hawajską spirulinę, wilcacorę (na wsparcie zmniejszenia zapalenia w tarczycy), a teraz jesienią planuję wprowadzić też kurkuminę, czyli suplement diety z udowodnionym działaniem przeciwzapalnym.
A jeśli chcecie zajrzeć bezpośrednio do mojego jadłospisu, to zwykle wygląda tak:
- Jem 4 razy dziennie i na śniadanie najbardziej lubię „słodką wersję” – najczęściej jogurt grecki z płatkami owsianymi, owocami, orzechami i cynamonem albo owsiankę z cynamonem, owocami i orzechami.
- Obiad zwykle składa się z chudego mięsa albo ryby z bezglutenowym dodatkiem (ziemniakami, batatami, ryżem, quinoą, kaszą gryczaną…), warzyw na wszelkie możliwe sposoby, doprawionych oliwą z oliwek, pesto ziołowym albo mlekiem kokosowym. Po obiedzie bardzo lubię sobie zrobić espresso z kawałkiem czekolady – to mój słodki rytuał, z którego zdecydowanie nie chcę rezygnować.
- Popołudniowa przekąska u mnie znowu jest na słodko, w podobnym duchu co śniadanie.
- A kolację mam najczęściej w formie „na chłodno”, czyli pełnoziarnisty chleb na przykład z chudą szynką/wędzonym łososiem/hummusem/tuńczykiem… z warzywami, i znów nie zapominam o dodatkowych tłuszczach – orzechach/100% maśle orzechowym/oliwie z oliwek/pesto ziołowym/chutneyu z warzyw.
Dużą zaletą jest to, że nie muszę się zmuszać do tej przeciwzapalnej diety wyłącznie z konieczności – bo naprawdę mi to smakuje! Jedzenie zdrowiej nie jest dla mnie karą, a przyjemnością. Z drugiej strony zdecydowanie nie odżywiam się tak przez 100% czasu. Z mężem lubimy wyjść na jedzenie do restauracji, na przykład na sushi, na stek albo dobrą rybę. Kluczowa jest dla mnie jakość produktów, i w domu, i przy wyborze restauracji. Staram się kupować produkty od lokalnych producentów albo bio, na ile to możliwe. Osobiście nie zależy mi na torebkach czy modnych ubraniach, natomiast dobre jedzenie jest dla mnie i mojej rodziny bardzo ważne, dlatego na nim tak bardzo nie oszczędzam.
Podsumowanie
„Zdrowy styl życia” to coś, co zmienia się w życiu w zależności od tego, jak człowiek przez nie idzie i jak zmieniają się różne okoliczności. Dlatego ważne jest, żeby nie utknąć w rutynie i często obserwować, czy ciało i umysł nie potrzebują aktualnie czegoś innego, niż potrzebowały choćby pół roku temu.
Zalecam też nie kopiować tylko uniwersalnych porad z Internetu, ale szukać swojego indywidualnego zestawu działań w stylu życia, które pozwalają Ci żyć lepiej. Bo moim zdaniem chodzi przede wszystkim o jakość przeżywania każdego dnia.
Atorka: Martina Rusňáková Korejčková, dietetyczka
Foto: archiwum autorki
dine4fit.pl
Redakcja
www.dine4fit.pl
24.8.2026
dine4fit.pl
Ciekawe, Różne