30 kg w dół z Dine4Fit
Regularnie podziwiamy niesamowite przemiany użytkowników Dine4Fit. Dziś przedstawiamy Wam Ewę, która z naszą apką pozbyła się 30 kilogramów.
Jest popołudnie, a ja siedzę w kawiarni i delektuję się mrożoną herbatą bez cukru. Wielu z tych, którzy mnie znają, od razu by się zastanowiło – bez cukru? Wielu z nich nie widziało mnie od lat, więc nie wiedzą, że ostatnio przeszłam coś więcej niż tylko fizyczną transformację.
Ale to trochę za dużo, zacznę od początku, choć historia będzie nieco dłuższa.
Od dzieciństwa byłam, powiedzmy, młodszą wersją Fiony, która została utuczona przez własną rodzinę, aby wyglądała dobrze dla urzędników, ponieważ moi rodzice przechodzili przez rozwód i kilkuletni proces o opiekę nad dziećmi i nawet pediatra prawdopodobnie nie znalazł nic podejrzanego w 15-letnim, prawie 100-kilogramowym dziecku.
Lata mijały, w liceum w stresującym okresie udało mi się zrzucić około 20 kg „jakoś samej”, co było takim „sukcesem” za darmo. Stres minął i poznałam swojego życiowego partnera, z którym nastąpił okres „prosperity”, dzięki czemu w ciągu około roku wróciłam na linię startu, właściwie było gorzej niż kiedykolwiek. Do mojej wagi doszło kolejne 15 kg. W tamtym momencie nie czułam się ze sobą dobrze, ciągnęło się to za mną i nie wiedziałam jak wyjść z tego wybrnąć.
Po dwóch latach przyszły kłopoty rodzinne, dużo pracowałam, jadłam „fast foody” i inne niezdrowe posiłki, pracowałam nad swoją „karierą”, nie mogąc poświęcić się mojemu partnerowi, który również nie był zadowolony z naszego obecnego funkcjonowania. Ponieważ jednak miłość przenosi góry, po raz pierwszy naprawdę świadomie postanowiłam zrobić coś ze sobą, żeby nie być do końca życia sama jak ta Baba Jaga w chatce w środku lasu, bo kto by się zainteresował 113 kg Fioną?
Z perspektywy czasu, w pierwotnym powodzie, dla którego zaczęłam coś ze sobą robić, widzę znaczną nieświadomość siebie, na którą cierpiałam, nie będąc tego świadomą w żadnym realnym czasie. Ostatecznie jednak powtarzam sobie, że jakiś bodziec do „zrobienia czegoś ze sobą” musi zawsze nadejść, cokolwiek to jest.
Odkryłam na Facebooku kobietę, która zmieniła swoje życie dzięki Dine4Fit. W swojej grupie, oprócz książki kucharskiej, oferowała również stworzenie planu dietetycznego. Przyznaję, że dałam się wtedy namówić na „spersonalizowaną” dietę cud i dopiero teraz z perspektywy czasu widzę, jak głupia była to decyzja. Nie byłam w stanie przestrzegać diety, ponieważ zawierała skomplikowane przepisy (a ja nie potrafiłam wtedy nawet upiec kurczaka), a co najważniejsze, nie odzwierciedlała tego, czego naprawdę potrzebował mój organizm.
Jednak nie poddałam się. Ponieważ wraz z tym jadłospisem kupiłam od tej pani książki kucharskie z jej (prostszymi) przepisami, po raz pierwszy spróbowałam „na własną rękę”. Po raz pierwszy też poszłam na Inbody. Przez jakiś czas radziłam sobie dobrze, lubiłam gotować (chociaż mniej lub bardziej zmieniałam posiłki), dodałam trening obwodowy i pozbyłam się około 15 kg. Ale potem okres stresu uspokoił się, a ja wróciłam do swojej „strefy komfortu” i stopniowo odzyskałam wszystko.
To chyba wtedy los się wmieszał i zaszłam w ciążę. Nazywam to przeznaczeniem, ponieważ bez tego doświadczenia prawdopodobnie na zawsze zostałabym uwięziona w kręgu Fiona-Kopciuszek-Fiona-Kopciuszek-Fiona. Dalszy przyrost masy ciała nastąpił w trakcie ciąży, która „ustabilizowała się” w listopadzie 2021 roku przed porodem z wagą około 125,5 kg. Do dziś przeklinam siebie za to, że pozwoliłam, by zaszło to tak daleko. Ponieważ byłam dość masywna, a ciąża była ryzykowna (zdiagnozowano u mnie stan przedrzucawkowy), nasz skarb przyszedł na świat 6 tygodni wcześniej przez cesarskie cięcie.
I tak stałam się „cesarzową” i tak zaczęła się moja (chyba już ostatnia) podróż do prawdziwego życia. Cierpiałam jak pies – fizycznie i psychicznie. Bycie „cesarzową” to cierpienie, nie miałam co do tego wątpliwości. Kto tego nie doświadczył, prawdopodobnie nie rozumie w 100%, co może dziać się w głowie kobiety po cesarskim cięciu. Pojawiły się wyrzuty sumienia, strach i obawa o to, czy będę w stanie zapewnić naszemu skarbowi wszystko, czego w życiu potrzebuje. Prawdopodobnie nie pomogło mi to, że byłam sama przez wiele dni i nocy, ale nasz mały wojownik walczący o swoje życie dał mi siłę. Skoro on to zrobił, to ja muszę zrobić swoje – popracować nad sobą i dać nam wszystkim pełnię życia.
Długo zastanawiałam się, jak zacząć i przypomniałam sobie moją pierwszą próbę z Dine4Fit. To było teraz albo nigdy i tak stało się (dzięki Bogu) TERAZ. Gotowałam – dużo – w dzień, w nocy, biegałam po mieszkaniu między karmieniem piersią, odciąganiem pokarmu, opieką nad małym dzieckiem i zapisywaniem w aplikacji Dine4Fit.
Nie mogłam ćwiczyć, każdy ruch mojego ciała po cesarskim cięciu był bolesny. Miałam problemy ze wstaniem z podłogi, kiedy bawiłam się na niej z synem. To było okropne. Gdy synek urósł, nie mogłam już za nim nadążyć – był dla mnie za ciężki, nie mogłam go długo trzymać na rękach, więc kupiłam nosidełko. Świetny pomysł! Aż po kilku tygodniach moje plecy zaczęły boleć tak bardzo, że nie mogłam go w ogóle nosić. W tym momencie powiedziałam DOŚĆ, wkurzyłam się i pięć miesięcy po porodzie zdecydowałam, że teraz nadszedł czas, aby zacząć się ruszać w jakikolwiek sposób i nabrać sił fizycznych, bez względu na to, czego by to wymagało. Problemem był mój brzuch, który był słaby, obolały i sztywny, na szczęście blizna goiła się dobrze, więc dostałam zielone światło od lekarza. Ale zajęło mi dużo czasu, aby zebrać się na odwagę, przełknąć cały mój wstyd i wrócić do centrum fitness, mojego „pola bitwy”.
Ponownie poszłam na Inbody, procent tłuszczu świecił się na czerwono (ten trzewny też był niepokojący, którego wartością nie odważę się z nikim podzielić) i tak zaczęła się moja walka. Nie będę kłamać, nie była to walka łatwa. Najtrudniej było przekonać własną głowę i pokonać ograniczenia, jakie w tamtym czasie miało moje ciało. Motywacja była jednak silniejsza.
Jednym z wyzwań było znalezienie opiekunki dla dziecka. Praca nad sobą z pomocą malucha nie jest idealna, ponieważ nie masz przestrzeni, której potrzebujesz, aby naprawdę skupić się na sobie i tym, co chcesz osiągnąć przez jakiś czas. Mój partner był dość zajęty pracą, więc moja przyjaciółka została ciocią do opieki nad dzieckiem i będę jej dozgonnie wdzięczna za umożliwienie mi wzięcia się za siebie.
Szczerze mówiąc, na początku było ciężko. Strach, że mi się nie uda, był ogromny – tym bardziej, że tym razem stawką nie było tylko moje życie, ale nasze wspólne.
Czułam się niekompetentna w treningach. Nie zrobiłam ani jednej pompki, ani razu nie wskoczyłam na skrzynię, a plank był męką najwyższego kalibru. Na początku porównywałam się też do innych – błąd! Teraz już tak nie myślę. Najważniejsze, że się nie poddałam. Mój cierpliwy trener wspierał mnie i nauczył, jak prawidłowo trenować i jak nie „bić się” za to, że coś wciąż nie idzie po mojej myśli. Starannie zaplanowałam swoje menu na dwa tygodnie wcześniej i ponownie gotowałam dzień i noc, aby nic nie stało mi na przeszkodzie.
Schudłam 30 kg w kilka miesięcy i byłam zachwycona swoim sukcesem. Jednak po roku ćwiczeń doznałam kontuzji, która skończyła się „tylko” wyciągnięciem wody z kolana i koniecznością odpoczynku przez co najmniej 4 miesiące. I tak nadeszła „przerwa”, podczas której znów walczyłam z głową, bo czułam, że bez ćwiczeń to nie ma sensu. Ale wytrwałam i chociaż byłam nastawiona na zmniejszenie spożycia, utrzymałam wagę, dzięki aplikacji właśnie.
Przyznaję, że w chwilach rozpaczy często grzeszyłam, ale na szczęście w tym okresie natknęłam się na grupę użytkowników Dine4Fit na Facebooku, gdzie czytałam historie ludzi, którym naprawdę udało się zmienić swoje życie. Grupa ta stała się również dla mnie wielką inspiracją w kwestii diety i nowych przepisów, ponieważ przez jakiś czas kręciłam się wokół większości swoich posiłków, a początkowa ekscytacja nowymi potrawami minęła i brakowało mi inspiracji.
Po jakimś czasie wyciągnęłam zeszyt z rozpisanymi treningami obwodowymi, które miałam w poprzednim roku i zaadaptowałam je do ćwiczeń w domu, ponieważ powrót do studia na treningi nie był możliwy (dziecko rozpoczęło przedszkole i wraz z tym w domu pojawiły się się przeróżne wirusy i choróbska.
W tym okresie zaczęłam pracować na pół etatu. Powrót do pracy i chore dziecko co jakiś czas były sporym zaburzeniem w moim ładnie ustalonym „systemie”, więc stanęłam przed kolejnym wyzwaniem i nauczyłam się dostosowywać do nowych zmiennych. Będąc już niejako w rutynie od dłuższego czasu, nie załamałam się tym całkowicie i wszystko co związane z moją przemianą stało się bardziej intuicyjne. Nauczyłam się nie przeczekiwać burzy, ale tańczyć w deszczu.
I tak oto jestem tutaj, 38 kg lżejsza dzisiaj i w „nowym” ciele, które jest węższe o ponad trzy czwarte metra. Jestem wdzięczna za wszystko, co dało mi to doświadczenie i jestem przekonana, że moje życie zmieniło się na zawsze. Przeszłam długą drogę, ale to nie koniec. Wciąż mam 15 kg do osiągnięcia mojego wymarzonego „celu” i mam przed sobą inne wyzwania (takie jak powrót do pracy na pełny etat i wielozadaniowość, która się z tym wiąże).
Niezależnie od tego, jakie będą się przede mną piętrzyły wyzwania, jedno jest dla mnie jasne – nie wyobrażam sobie już tego bez Dine4Fit. Mój taniec w deszczu na zawsze będzie łatwiejszy dzięki tej aplikacji. Jestem więc wdzięczna i dziękuję każdego dnia, że los podrzucił mi tą apkę.
foto: archiwum Autorki
21.10.2024 dine4fit.pl Ciekawe, Korzystanie z Dine4Fit, RóżneRegularnie podziwiamy niesamowite przemiany użytkowników Dine4Fit. Dziś przedstawiamy Wam Ewę, która z naszą apką pozbyła się 30 kilogramów.
Kontynuuj czytanie 10.6.2024
Żylaki to problem, który dotyka coraz większą liczbę osób, szczególnie w społeczeństwach, w których tryb życia jest mało aktywny. Często są one traktowane jako problem estetyczny, ale w rzeczywistości mogą prowadzić do poważniejszych komplikacji zdrowotnych. W tym wpisie przyjrzymy się, czym są żylaki, jakie są ich przyczyny, objawy i jak można je leczyć.
Kontynuuj czytanie 31.3.2025
Neutralna pozycja kręgosłupa jest również bardzo często wspominana w kontekście mięśni brzucha. Czym dokładnie jest, wyjaśnimy sobie dzisiaj.
Neutralna pozycja kręgosłupa to nie – jak się czasem mówi – pozycja, w której zostaniesz już na zawsze.
Kontynuuj czytanie 26.3.2025
Wielu z Was pilnuje dokładnie wskaźników całkowitego spożycia kalorii lub poszczególnych makroskładników, ale czasami zdarza się, że wszystko wymknie się spod kontroli.
Zapomnicie o tym i nagle patrzycie z niedowierzaniem, jak kółka zamiast uspokajającej zielonej barwy zaczynają świecić czerwonymi kolorami. Czy oznacza to, że cała Wasza praca poszła na marne?
Kontynuuj czytanie 24.3.2025
Dziś skupimy się na nauce prawidłowego oddychania, które jest podstawą do tego, abyście następnie mogli skutecznie i prawidłowo wzmacniać mięśnie brzucha.
Większość z was już słyszała, że powinni oddychać bzuchem (zobacz także pierwszą część artykułu).
Bardzo ważną częścią prawidłowego oddychania jest jednak pozycja żeber. ZOA (Zone of Apposition), o której bardzo często mówi się w Postural Restoration Institute, to pojęcie, które opisuje miejsce, w którym nasza przepona powinna się rozciągnąć, aby zapewnić prawidłowe funkcjonowanie.
Kontynuuj czytanie 20.3.2025
Już na samym początku chciałbym, żebyście przestali łączyć ćwiczenia na brzuch z odchudzaniem tej części ciała. Ćwiczenia na mięśnie brzucha nie mają nic wspólnego ze spalaniem tkanki tłuszczowej.
Tłuszczu nie da się spalać wybiórczo w konkretnych miejscach.
Kontynuuj czytanie 17.3.2025