13.5.2024 dine4fit.pl

Monika: Moja droga do zdrowia i szczęścia z Dine4Fit

 Moje spotkanie z Dine4Fit rozpoczęło się kilka dni po moich 50. urodzinach (w lutym 2021).

Najpierw zdałam sobie sprawę, jak wyglądam na zdjęciach. W tym samym czasie koleżanki z pracy zaczęły interesować się i przechodzić na diety pudełkowe. Przeliczyłam sobie koszt i pamiętam, że pomyślałam, że mogę im pokazać, że można to zrobić taniej i nie być skazanym na gotowe zestawy.

Zaczęłam przeszukiwać internet, czytać o odżywianiu i odchudzaniu i sprawdzać popularne media społecznościowe. W ten sposób natknęłam się na jedną z grup powiązanych z Dine4Fit.

Zaczęłam czytać wpisy, potem zainstalowałam aplikację i wybrałam się z przyjaciółką do sklepu. Spędziłyśmy godzinę przeglądając informacje na opakowaniach. Kupiłyśmy mnóstwo różnych produktów białkowych i „zdrowej” żywności.

Potem stopniowo, czytając i obserwując innych w grupie na Facebooku, doszłam do wniosku, że wystarczy normalnie się odżywiać. Z resztą oferta dań proponowanych w knajpach na mieście nigdy mi nie odpowiadała, a od lat nie jadłam klasycznego kotleta, i nawet mi go nigdy nie brakowało (przeszkadza mi zapach smażonego jedzenia). Ogólnie moje ciało nie radzi sobie z tłustymi potrawami.

Byłam przekonana, że jem bardzo zdrowo, a stopniowy wzrost wagi o 15 kg w ciągu 20 lat traktowałam jako normalny efekt starzenia się. Nawet te 15 kg nie było czymś, co ktoś uznałby za nadwagę. Przy wzroście 158 cm, 62 kg było dla wszystkich w normie.

Do trzydziestki mieszkałam w terenie, gdzie wszędzie było pod górkę, a do lasu było tylko rzut beretem. Przeprowadzka do miasta ułatwiła mi poruszanie się, ale moje ciało prawdopodobnie nadal spożywało tyle samo energii, a wydawało mniej.

Lekarz nie ostrzegał mnie przed żadnym ryzykiem, ponieważ moje wyniki krwi zawsze były w normie, podobnie jak ciśnienie krwi. Od młodości jednak borykam się z wrzodami. Wyhodowałam je jeszcze jako studentka i nigdy nie byłam ani też nadal nie jestem dobrą pacjentką. Kiedy nie dokuczał mi, nie przejmowałam się dietą, kiedy zaczął, ograniczałam się i przyjmowałam leki. Poza tym mam jakieś problemy ze stawami (nikt dotąd nie zauważył problemu). Kiedy byłam młodsza, często traktowałam wszystkie moje bóle jako zmęczenie. Dużo sportu, dużo aktywności. Zawsze byłam aktywna, spędzałam czas na zewnątrz, w górach, uprawiałam sport.

Początki z Dine4Fit były trudne.

Kółka w aplikacji wypełniały mi się całkiem dobrze, ale odkryłam, że już nie zmieści się tam czekolada (to było prawdziwe piekło) i że zjedzenie wieczorem talerza warzyw z białkami też nie jest dobrym pomysłem…

Więc musiałam nauczyć się planować i jeść regularnie. I nauczyć rodzinę, że nie mają prawa jeść moich przygotowanych pudełek 🙂

Do aktywności dodałam hulajnogę, która stała się moją przyjaciółką.

Zmusiłam się do codziennego pokonywania 5 km przez wioskę. Aby tylko mieć ruch, bo jako grafik siedzę wiele godzin dziennie. Zaczęłam ładnie chudnąć i już się cieszyłam…

Ale potem, podczas profilaktycznego badania u lekarza, odkryto u mnie problem z wątrobą. Musiałam jeszcze bardziej dostosować dietę. W tym celu Dine4Fit okazało się być także bardzo pomocne. Codziennie pokazywały mi, czy moje makroelementy są takie, jak powinny być (musiałam zmniejszyć tłuszcze).

A potem na dodatek złamałam nogę. Znów 4 tygodnie bez ruchu. Do tego wszystko to, co mogłam znaleźć do jedzenia w domu było moje. Więc zeszłam na niezdrowy tryb życia. Ostatecznie wszystkie te problemy zdrowotne doprowadziły do rozstania z długoletnim partnerem.

Na szczęście to mnie nie złamało, raczej przeciwnie, byłam szczęśliwa i wolna, że już nie muszę dostosowywać swojego czasu do kogoś innego. Ponieważ wyniki badań wątroby były nadal bardzo złe, a czas na normalne życie przede mną  nie wydawał się długi, prognozy też nie były najlepsze, postanowiłam cieszyć się życiem. Znalazłam mieszkanie, zaczęłam chodzić na siłownię, codziennie starałam się zrobić przynajmniej 10000 kroków, zaczęłam się malować i uświadomiłam sobie, co jest ważne. Mam wspaniałych przyjaciół, rodzinę, nowego partnera, a przede wszystkim mam spokój ducha. Jestem bardzo szczęśliwa.

Po 630 dniach z przerywanym używaniem Dine4Fit mam nadal te same problemy zdrowotne, ale wyniki badań wątroby są coraz lepsze, a wrzód nie dał o sobie znać od kilku miesięcy. Pozostałe wyniki od lekarza są świetne. Metabolicznie jestem młodsza o kilka lat, jak powiedział mi lekarz podczas ostatniej kontroli. Biodra bolą, ale jak powiedział lekarz: “ma Pani szczęście, że jest szczupła, bo inaczej pewnie już nie umiałaby Pani chodzić”. Tak więc chodzę. Rodzinne przekleństwo cukrzycy na razie nie pojawiło się u mnie (prababka, babcia, mama, ciotka, siostra i brat są diabetykami), także za to również jestem wdzięczna aplikacji.

Dla mnie największą zaletą korzystania z Dine4Fit jest możliwość jedzenia tego, co lubię. Nie muszę jeść “czyjegoś” jadłospisu. Mogę wybrać swój własny styl, nie muszę z nikim dyskutować, co lubię, czego nie lubię, co mogę jeść, a co mi szkodzi. Niekiedy niektóre moje eksperymenty z jedzeniem były dla otoczenia zabawne. Przykładowo nietolerancja laktozy występuje tylko dla określonych produktów. Zjedzenie innego rodzaju twarogu na śniadanie powoduje, że śniadanie szybko się kończy a zaczyna się sprint do łazienki. Podobnie w przypadku innych produktów białkowych.

Aplikacja daje mi możliwość zaprogramowania dnia w zależności od wydajności. Potrafię oszacować wysoką wydajność i odpowiednio się najeść. Ale można też zaplanować sobie lampkę wina, nie “psując” sobie limitu dziennego spożycia.

Aplikację zapisuję (lub nie zapisuję) tylko dla kontroli, bo już mam oszacowanie, ile czego zjeść. Jednakże cieszę się, że ją znalazłam. Nauczyłam się inaczej postrzegać swoje ciało, rozumieć jego potrzeby, a przede wszystkim spędziłam wiele czasu na studiowaniu żywienia i aktywności fizycznej, co zaczęło mnie niesamowicie fascynować.

foto: archiwum Autorki

Też chcesz schudnąć? Nic prostszego, zajrzyj tutaj:

W archiwum przeczytasz także:

Apka Dine4Fit: Nie jest konieczne liczenie każdego grama

13.5.2024 dine4fit.pl Ciekawe, Jak się odchudzać?, Różne

Komentarze

Komentarze nie odzwierciedlają opinii redakcji ani administratora bloga.

Dodaj komentarz

Powiązane artykuły
Czy naprawdę łatwiej jest schudnąć 50 kg niż 5 kg? Czy naprawdę łatwiej jest schudnąć 50 kg niż 5 kg?

Nie każda redukcja jest taka sama. Tak, pierwsze pięć kilogramów, jeśli ktoś traci na wadze z powodu dużej nadwagi, jest łatwiejsze do zrzucenia niż pięć kilogramów, które ktoś chce tylko „dogładzić”, aby być zadowolonym ze swojego ciała.

Ale czy w ogóle można to porównać?

Cały artykuł 9.5.2024 0

Instruktorka fitness: wywiad z klientką, która schudła dzięki diecie i ćwiczeniom Instruktorka fitness: wywiad z klientką, która schudła dzięki diecie i ćwiczeniom

Kiedy niesamowita przemiana młodej i sympatycznej Stefki (50 kg w rok!) pojawiła się w naszej czeskojęzycznej grupie w lutym, od razu stało się dla nas jasne, że jej historia może być świetną motywacją dla innych.

Dzięki naszej trenerce Markecie, z którą współpracujemy od dłuższego czasu i która poprowadziła tę matkę uroczych bliźniaków w jej przemianie, możesz teraz przeczytać poniższy tekst. Niech Was wesprze i zmotywuje.

Cały artykuł 3.5.2024 0

Lena: Moją największą motywacją do odchudzania była moja córka, chciałam dotrzymać jej kroku. Lena: Moją największą motywacją do odchudzania była moja córka, chciałam dotrzymać jej kroku.

Wiedziałam, że coś jest nie tak, że nie mogłam tak długo żyć i też nie chciałam.

Ze względu na to, jak wyglądałam w wieku dwudziestu pięciu lat, bałam się nawet pójść do lekarza na badanie profilaktyczne. Po prostu bałam się, że podczas ważenia poczuję się zawstydzona tym, jak daleko zaszłam w moim rozpasaniu.

Ale teraz, kiedy o tym myślę, muszę szczerze przyznać, że moją największą motywacją do utraty wagi była moja córka. Odkryłam bowiem, że nie jestem w stanie dotrzymać jej kroku i nie mogę robić z nią różnego rodzaju wygłupów, bo od razu brakuje mi tchu, jakbym przebiegła maraton.

Cały artykuł 29.4.2024 0